czwartek, 6 lutego 2014

Ona jest tak rozkosznie wulgarna... tak potwornie brudna... (George Bernard Shaw "Pigmalion")

Powieści parabole zwykle atakują czytelnika nadmiernym, zbędnym patosem. Rzadko grą słów na tle przemian społecznych. Shaw był towarzyszem rozwoju przemysłowego. Prawie stuletnie życie zaczął w epoce wiktoriańskiej, zakończył w czasach rozkwitu kapitalizmu. Sam autor jest postacią wielobiegunową. Mnogość zainteresowań nigdy nie pozwoliła mu być tylko biernym obserwatorem. Był świadkiem i wrażliwym komentatorem szeregu przemian. Prowadził kampanię polityczną z desek teatrów całego świata. "Wielki kpiarz" walczył z obłudą najbardziej błyskotliwym, a zarazem skutecznym sposobem. Niezauważalnie uderzał w podwoje kolonializmu i monarchii dając bazę nowej rzeczywistości. 

-Czy chce pan powiedzieć, że sprzedałby pan córkę za pięćdziesiąt funtów?
- Żeby w ogóle sprzedać, to mowy nima. Ale wiele bym zrobił, by się przysłużyć takiemu dżentelmenowi jak pan, niech mi pan wierzy na słowo.

Komedią o niebywałej wartości artystycznej walczył o etyczny rozwój jednostki, skrywając przekaz pod postacią pozornie łatwej opowiastki. Efektowna igraszka ze swobodą ukrywa dydaktyczny element. Służy rozrywce będąc niemym świadkiem historii. Nowatorsko przedstawia gasnące powoli różnice klasowe, sfałszowany obraz podupadającej arystokracji, która resztkami sił próbuje utrzymać się na piedestale. Za pomocą związania akcji z pozornie błahą fonetyką uświadamia nam ubóstwo moralne schyłku dziewiętnastego wieku .Uniwersalny chwyt konstrukcyjny rozwija wątek na podstawie zakładu, który zgrabnie związuje całą akcję. Dwóch zatwardziałych starych kawalerów znajduje w swoim życiu pokraczny cel, dziecinną zabawę. 

Czy spotkał pan kiedy mężczyznę z zasadami, gdy w grę wchodziły kobiety?

Autor ukazuje ludzi jako kukły konwenansów, pokazuję szerszą płaszczyznę relacji społecznych. 
Z ironią obrazuje nadmierne dysproporcje, ślepe podążanie za tym, co przemija. Gwara proletariatu wywołuje oburzenie, uwłacza godności, jest punktem zwrotnym umożliwiającym przemianę. Sprawia, że pozorna wiedza ma prymat nad doświadczeniem. Interesujące zjawisko nowomowy staje się kanwą dramatu. Język potoczny utożsamia prymitywizm, zmienia człowieka w środek do osiągnięcia celu. Jest elementem definiującym człowieczeństwo.

Dla kobiety, z której ust dobywają się dźwięki tak odrażające, że uszy puchną, nie ma miejsca na tym świecie, po prostu żyć jej nie wolno.

To nie "przygoda miłosna" jak zapowiada podtytuł, nie znajdziemy tu seksualnych podtekstów. Handel i zabawa naiwną żywą lalką są zupełnie czyste, co dodaje farsie jeszcze bardziej zgorzkniałego charakteru. Uprzedmiotowienie jest regresem współczesności, tresurą trwającą od wieków. Postacie są jednowymiarowe, przerysowane. Spotykamy hipokrytę, panienkę z nizin, bawidamka, wojskowego i stateczną matronę. Shaw kreuje wytwory, których siłą jest skrajność. Jednak one nieświadomie się uzupełniają, spajają w jeden, spójny obraz. 

Byliśmy więcej warci na rogu Tottenham Court Road. (...). Sprzedawałam kwiatki. Nie sprzedawałam siebie. Odkąd pan zrobił ze mnie damę, nie nadaję się do sprzedawania czego innego. Żałuję, że pan nie zostawił mnie tam, gdzie mnie znalazł.

Nawet triumf intelektu nie zwraca bohaterom należnej im godności. Ułomny pedagog szerzy swoje przekonania nie zważając , że sam nie pozostaje im wierny. Zabawka pozostała zabawką, którą stworzył niezbyt szczęśliwy zbieg okoliczności. Jej zdanie jest podrzędne, rangą odpowiada meblom kuchennym, jest przydatnym wyposażeniem ułatwiającym codzienne życie.  Otoczona opieką, tak naprawdę opuszczona, chwilowo zamknięta w złotej klatce by wraz z odzyskaniem wolności wrócić na bruk. Oziębłość uczuć połączono ze zwykłym kaprysem. Sytuacja pierwotnie powodująca sprzeciw staje się chlebem powszednim z którego każdy czerpie korzyści. Wykorzystując brak świadomości jednostki kształtuje się ją na nowo, czego efektem jest sztuczny twór nieprzystosowany do codzienności. Odbiera się przynależność by porzucić w próżni. Jedynym ratunkiem jest poddaństwo.

Jak żyję z nikogo nie drwiłem. Drwina ani nie zdobi twarzy, ani nie przystoi ludzkiej naturze. Wyrażam tylko moją sprawiedliwą pogardę wobec komercjalizmu.

Często w słowach głównego bohatera odnajduję samego noblistę, który definiuje w moich oczach całokształt swojej twórczości tworząc idealne diagnozy. Zderza wyniosłość z ignorancją. Brak jest elementu oczyszczenia - tragikomedia toczy się dalej przez nikogo nie zdemaskowana. Dwubiegunowość interpretacji pozwala by "Pigmalion" dla części odbiorców stał się płytkim romansidłem, będącym idealną podstawą dla zabawnego musicalu ( "My Fair Lady"). Dla innych pozostaje studium ludzkiej natury. W obu przypadkach rozumienie nie może zostać uznane za błędne. W tym chyba tkwi sekret ponadczasowej literatury : pod prostą historyjką ukrywa dwuznaczność do której trzeba dotrzeć własnymi siłami.

Czy świat by został stworzony, gdyby Stwórca bał się narobić kłopotu? Stwarzać życie, to znaczy stwarzać kłopoty. Jest tylko jeden sposób uniknięcia kłopotów - zabijać. Tchórze, pamiętaj, zawsze krzyczą głośno, że musieli zabić ludzi sprawiających kłopoty.

czwartek, 2 stycznia 2014

Zbyt dużo dźwięków ( Valerian Tornius - "Wolfgang Amade")


Miałkość wyrazu to niejako brzemię większości biografii fabularyzowanych. Jednak sam żywot Mozarta nie pozwala przejść obok tej pozycji obojętnie. Częsty brak realizmu, pryzmat niedoścignionego geniuszu przykrywa ludzkie oblicze, liczne słabostki i uzależnienia. Dziecko bez skazy, o gołębim sercu i pogodnym usposobieniu wydaje się wyprzedzać tysiąclecia. Początkowo wyłącznie małpka salonowa, jarmarczna zabawka sterowana przez rodzica-tyrana potrafiła przekształcić się w artystę skończonego. Ponadczasowego i jedynego w swoim rodzaju. Kariera od najmłodszych lat stanowiła priorytet zabierając mu prawo do spokojnej młodości. Pod powłoką sielankowych relacji rodzinnych kryje się głęboko ukryty obraz oziębłego opiekuna, który nawet zza grobu rozszerza swoje wpływy. Kompozytor często wzywał swojego ojca by ten oskarżył syna przed całym światem za pomocą umiejętnie kreowanych motywów. Leopold sprawił, że jego potomka wyniesiono na piedestał zbyt wcześnie przeplatając salzburskie lata licznymi wojażami. Różnice pokoleń wydawały się nie do pogodzenia. Blokują Amadeusza przez większość życia choć próbuje wywalczyć sobie wolność (również artystyczną). Czasem z połowicznym sukcesem, najczęściej bezskutecznie nieustannie gnębiony cieniem przodka.

Lolli muzyków w ryzach należytych trzyma, a ów Haydn rzetelnie wspomaga. 
Lecz cóż to pomoże, skoro nicponie nie słuchają, nieporządne życie nadal wiodą, 
pijaństwu i rozpuście hołdują i ostatnią nawet koszulę gotowi lichwiarzowi oddać, 
byle tylko móc nadal zaspokajać swoje zachcianki.


Status muzyka nie był zbytnio poważany. Nie zapewniał stabilizacji i tak wielbionego luksusu. Mozart jednak brylował w zamkniętym arystokratycznym kręgu. Nie był prostakiem bez ogłady. Posiadał wszechstronne wykształcenie, towarzyskie obycie. Dzięki zagranicznym podróżom władał biegle kilkoma językami. Budził sensację wśród najznamienitszych postaci, jakie możemy spotkać na kartach historii - od cesarzy,filozofów (co ciekawe ze względu na swoją głęboką wiarę nie darzył sympatią Woltera - "Może już papa wie, że Wolter, ten bezbożnik i łotr skończony, zdechł, żeby tak rzec, jak pies, jak zwierzę. Oto i cała nagroda!"- list z 3 lipca 1778 roku) po papieża i Casanovę. Nie zdołał jednak oprzeć się wpływom muzyków epoki. Często w jego twórczości słychać inspiracje - głównie szkoły włoskiej, ale też młodego Bacha, Haydna, Glucka czy Hassego. Nigdy nie były to ślepe parafrazy - zawsze poskramiał je indywidualizmem, jarzmem geniuszu. Nieustannie porównywany chcąc nie chcąc musiał sprostać wizji złotego dziecka. Niespokojna natura i częsty brak mecenatu umożliwiło mu jednak swobodę twórczą. Był idealnym klasycyzującym preromantykiem (według większości uczonych pewnie nazwałam go tak na wyrost jednak moim zdaniem to określenie jest w pełni usprawiedliwione) - dawał podstawy nowego ładu i zwiastował zmiany. Nieświadomie wyprzedzał wieki co dla jemu współczesnych było niezrozumiałe. Miał odwagę nie schlebiać gustom, dzięki czemu zyskał ponadczasowość. Klamrą spinał resztę tria klasyków wiedeńskich (zresztą znał ich osobiście).


Ten chłopak sprawi, że my wszyscy popadniemy w zapomnienie.


Uczeń od początku przewyższał wszelakich mistrzów. Zachował w swojej twórczości kunsztowny dystans. Pozornie błahy zapis nutowy pod jego sprawną ręką zmieniał się w sztukę jedyną w swoim rodzaju trzymając na wodzy bardziej emocjonalne wątki. Potrafił z wdziękiem przekazać swobodny kobiecy śmiech jak i niespotykaną melancholię. Świadomy swojego talentu korzystał z niego garściami z niebywałym wyczuciem. Wieczny chłopiec z powagą traktował tylko muzykę, reszta zdawała się być tylko zbędnym dodatkiem. Lekkoduch i hulaka z równie naturalnym efektem tworzył kanon "Leck mich im Arsch" by zaraz potem zająć się muzyką sakralną. W obu zachowując mistrzowski poziom. Jak prawie każdy artysta gloryfikował cierpienie, wręcz wielbił stany skrajności - chwiejne emocje, duchową depresję, które nadawały jego twórczości głębi. Zresztą życie go nie rozpieszczało - prowadzenie domu ponad stan doprowadziło do licznych długów, pochował ukochaną matkę i czwórkę dzieci. Wrażliwość trawiła go od wewnątrz. Próbował zwalczyć ten stan swoją pasją, niejako dematerializować rzeczywistość doprowadzając się do stanu graniczącego z obłędem. Czystość wyrazu miesza się z niemą prośbą, nieodłączną naiwnością. Wyidealizował formę zabarwiając ją nieposkromionym nowatorstwem. Pozorna prostota okazuje się złożona i wymagająca technicznie. Każde niepowodzenie czy sukces prezentował tworzeniem. Wraz ze stanem umysłu ujawniała się muzyka. 

Lecz każdy chyba winien iść drogą, którą mu los przeznaczył.





Mozart wyróżniał się religijnością. Gorliwy mason świadomie zamieszczał etyczne ideały wolnomularstwa w swoich dziełach. "Czarodziejski flet" aż kipi symbolizmem. Obdarzony trudnym charakterem kpił z zaściankowości, zwalczał kulturowe różnice. Współcześni zmyślnie wykorzystują historię kompozytora dodając do niej szczyptę dramatyzmu. Co ciekawe demonizacja Salieriego ni jak ma się ku prawdzie.Włocha uważano za niezrównanego mistrza oper, jego wróg był przodownikiem form instrumentalnych. Wpływy potencjalnego mordercy na wiedeńskim dworze były niepodważalne, jednak na kondycji Wolfganga odciskały się tylko pośrednio.

Przy życiu utrzymywały go tylko przelotne miłostki, alkohol i jedna z muz. Choć pod koniec życia nieustanne migreny ograniczyły i te resztki przyjemności. Praca wydawała się jedynym wytchnieniem chwilowo dając mu uczucie błogiego spokoju. Zresztą udręczenie Mozarta pozwala wniknąć w proces twórczy, daje prawie pełny obraz skomplikowanej postaci. Nie da się jednak bezpośrednio rozliczyć z istotą jego geniuszu, który do dziś pozostaje niezrozumiany. Wiele niejasności daje otwartą furtkę do procesu mitologizacji, otoczki mistycyzmu. Nawet miejsce pochówku budzi kontrowersje (zbiorowy grób, ale nie z powodów materialnych tylko edyktu panującego władcy). Nawet odnalezienie czaszki  tworzy wokół jego osoby nawet dwieście lat później atmosferę boskości zmieszanej ze strachem przed niezrozumiałym geniuszem. Pozwala narosnąć wielu mitom, których nie da się jednoznacznie obalić. Mistrz do dziś pozostaje niewzruszony. Jego twórczości nie ima się czas, trwa na piedestale będąc niedoścignioną bazą dla przyszłych pokoleń.

wtorek, 3 grudnia 2013

Do ulicy powinna być przyzwyczajona ( William Faulkner "Azyl")


„Ja tylko ‘Sartorisa’ i ‘Absaloma’ bardzo chciwie pochłonąłem, i doprawdy prawie nic więcej. W pewnym sensie kto jedną powieść Faulknera zna, zna wszystkie. Ja bo, w gruncie rzeczy jestem zupełnie zwyczajnym potworem, sprawy interesujące Faulknera nic a nic mnie po prostu nie obchodzą, ja bym w ten teren (Yoknapatawpha) napuścił służby zdrowia, etnologów, pomoc socjalną, ale też policję oraz inne takie administracyjne czynniki” 
Stanisław Lem


Powyższa opinia niejako bezpośrednio odbiła się na mojej interpretacji. Jednak Faulkner zaskoczył mnie dość pozytywnie ( o ile można zaryzykować takie stwierdzenie przy książce, której domeną jest skrajnie depresyjny naturalizm). Priorytetem społeczeństwa zamieszkującego hrabstwo Yoknapatawpha są dobra materialne i nieodzowna specyficzna moralność pozwalająca na dość plastyczne naciąganie z pozoru sztywnych reguł. Wszelkie próby przywrócenia ładu powodują sprzeciw, a w efekcie jeszcze większe zło. Tutaj prohibicja tylko wzmocniła degenerację pozwalając tworzyć nielegalną działalność nie zwracając najmniejszej uwagi na jej opłakane skutki.

On pachnie tak jak ta czarna maź, która z ust pani Bovary chlusnęła na ślubny welon, 
kiedy podnieśli jej głowę.

Pisarz z niespotykaną łatwością wyrzuca na bruk powszechne ideały i niweluje kanony piękna. Nic nie ma prawa być jasne - dominuje wszechobecna ciemność pod kamuflażem szarości. Nawet postacie pozornie dobre okazują się dotknięte skazą. Rozwiązłość to chleb powszedni, a wszechobecne ubóstwo wszędzie rozsiewa zepsucie. Wulgaryzacja istoty człowieczej i języka, którym się ona posługuje nikogo nie oburza. Dosadny przekaz nawet w ustach dziecka wydaje się w pełni usprawiedliwiony, wręcz właściwy. Wszechobecny realizm jest zarazem największą wadą jak i zaletą powieści. Postacie zostały obdarte z resztek godności, pozory empatii zastąpiono skrajnym egoizmem. Plątają się one bezmyślnie kierowane złośliwym losem, codziennością lat trzydziestych, która nawet w dzisiejszych czasach wydaje się nie do przyjęcia.

Niech to diabli, mówcie sobie, co chcecie, ale już w samym patrzeniu na zło,
 choćby przypadkowym, tkwi jakaś sprzedajność, 
nie można kupczyć, frymarczyć zgnilizną.

Nawet pozornie przenikliwe umysły otępia chciwość. Rzeczywistość nie ma w sobie ni krzty kolorów, nie znajdziemy tu zbędnych ubarwień. Nawet świątynia może zostać zbrukana zwykłym kołczanem kukurydzy. Jedynym prześwitem nadziei pozostaje przyroda, jest jedynym elementem niespójnym z całościową wizją świata przedstawionego. Swoiście wolna od naleciałości wydaje się naturalnie kontrastować, być niejako ponad wszystkim. Uświadamia swoją nieśmiertelnością kruchość i niestabilność teraźniejszości. Daje gwarancję, że to co najpiękniejsze zawsze będzie trwać obok, niezmienne. Nie zważając na okoliczności przy których przychodzi jej egzystować.

Ale liczył na jej szczególną obojętność, 
ponieważ przez pełnych trzydzieści sześć lat jej życia 
właściwie nic do niej nie docierało.

Postępowi technicznemu, stąpaniu przed siebie towarzyszy wszechobecny regres społeczny: nierówność i sprzedajność osiągają punkt kulminacyjny. Całością kierują konszachty. Ten, kogo stać dyktuje co jest słuszne i prawdziwe. Nikt nie wierzy w bezinteresowność, za wszystkim kryją się interesy i chęć realizacji swoich potrzeb. Zakłamanie i skandale nie wywołują niechęci, tylko ślepą nienawiść na ich niemoralne efekty, która pozwala przez skupienie się na bliźnim idealizować własną osobę. 

I wiedział, że ona to wie, bo ma w sobie zapas owej drzemiącej w każdej kobiecie podejrzliwości nieugiętej wobec wszelkich ludzkich postępków, która wydaje się dopatrywaniem w innych własnej przewrotności, ale która naprawdę jest tylko praktyczną mądrością życiową. 

Zaczątki buntu okazują się złudne, wręcz irracjonalne. Powszechną niesprawiedliwość i obłudę akcentują podziały klasowe i rasowe. Obojętność i akceptacja tego stanu są istotnymi elementami procesu przetrwania. Nikogo to nie dziwi, nikt z tym nie walczy. Sprzeciw zastąpiony jest udaną naiwnością bądź niemą zgodą.

-Nie mogę stać z założonymi rękami i patrzeć jak niesprawiedliwość...
-Nie dogonisz sprawiedliwości

Faulkner zabawia nas tragedią. Sprawia, że nawet my powoli zaczynamy wierzyć, że inaczej przecież być nie może. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Każdy ma prawo walczyć na wszelakie sposoby, od jego zaradności zależy byt. Ludzie są tylko marionetkami konwenansów epoki w której przyszło im istnieć. Wynosząca się ponad to idea nie ma prawa zaistnieć, z góry skazana jest na porażkę poskromiona ciągłością stanu dominującego. Poświęcenie jest zachowaniem niezrozumiałym, wręcz nagannym i nie dającym się w pełni zrozumieć. Spotyka się z potępieniem tych, którymi kieruje bezwzględność. Zaskakujące zmiany tempa i akcji potęgują tylko uczucie niepokoju i nieustanny nieporządek. Jedynym sposobem na uzyskanie pełni wolności wydaje się śmierć - stan spokoju i zrozumienia do którego całe życie kulawo dążymy. Pozwala przeciąć współistniejące z całym życiem napięcie.Jest szorstkim wybawieniem.

Może to właśnie w tym ułamku sekundy, kiedy umieramy, uświadamiamy sobie, przyznajemy, że zło przecież ma jakiś swój układ logiczny.

Faulkner miał odwagę rozpowszechnić to, co sto lat wcześniej nieśmiało próbował szerzyć Balzac. Wzmocnił stylistykę francuskiego mistrza i z całą mocą przedstawił wizję świata na wskroś zepsutego, którego skrzętnie ukryte elementy starał się przemycać jego poprzednik. Autor igra z czytelnikiem, który łaknie szczęśliwego zakończenia. Co więcej - daje ku niemu pozory by zaraz potem je zdeptać. Piękno zastępuje tragikomedią, dzięki czemu przez całe dzieło przenika głęboki autentyzm tego, że dążenie do spełnienia okazuje się tak naprawdę bezcelowe, a charakter ludzki kształtuje się wyłącznie ku zagładzie.

Ale czy pani nie rozumie, że ktoś mógłby coś zrobić tylko dlatego, że widzi w tym słuszność (...)?

sobota, 9 listopada 2013

Najwyższą sztuką człowieka, największym jego dokonaniem stało się zło (Isaac Bashevis Singer "Śmierć Matuzalema")

O Singerze można powiedzieć wiele: laureat literackiej Nagrody Nobla, tłumacz i wieloletni obywatel Warszawy (dlatego Isaac Warshawsky), ale przede wszystkim był żydem. Język którym się posługuje (jidysz), cała twórczość opiera się na jego wierze i pochodzeniu. Pisał o żydach, w imieniu żydów dla reszty świata. Gloryfikował własną kulturę, którą psuło współczesne zepsucie. Swoją sztuką próbował urzeczywistnić potencjał naprawczy, nie tylko i wyłącznie ból i złość.

Jestem przekonany co do jednego, że tutaj na ziemi, 
sprawiedliwość i prawda są absolutnie poza naszym zasięgiem.


Wszystkie opowiadania tego zbioru różnią się diametralnie. Nieustanna mnogość miejsc, postaci i zdarzeń towarzyszy wędrówce od czasów biblijnych aż do głębokiej teraźniejszości. Zatrzymują autora sytuacje z pozoru nieistotne, ale mogące ułatwić zrozumienie skomplikowanej ludzkiej natury. Brakujący wers może stać się przyczyną utraty wiary w logikę i relatywizm. Nieobcy jest tu motyw wędrówki dusz -podświadomie czujemy, że wszystko łączy stale obecny duch - czasem sam pisarz, czasem po prostu jeden z bohaterów. Stykamy się ze światem demonów i tym zupełnie przyziemnym (oba wydają się zupełnie naturalne, będące istotnym aspektem człowieczej egzystencji). Postacie sprawiają wrażenie niezmiennych - zmienia się tylko ich środowisko i kontekst sytuacyjny.


Byłoby to strasznie zabawne, gdyby nie było tak tragiczne - autor,
 który musiał w zgiełku ucieczki zdecydować 
w czym może się znajdować jego nieśmiertelność.


Często pojawia się archetyp żyda - wzbogacającego się własną pracą, ale nigdy nie na swoim miejscu, raczej na "wiecznym wygnaniu", a jego historia nieustannie zatacza koło. Pozornie bez początku i końca wywołuje rozważania nad istotą życia. 

To, czego się człowiek boi od kołyski aż po grób, jest największą radością,
oczekiwanie już stanowi część radości.


Zarówno zdarzenia życia codziennego jak i te wręcz groteskowe próbują rozjaśnić nam prawdy zarządzające wszelakim istnieniem. Plątamy się od wzlotów do upadków, od ludzi będących nadzieją świata, aż po tych zauważających tylko chciwość i podstęp, dla których normalnością jest obojętność i życie w fikcji z premedytacją dla ułatwienia ziemskiego bytu. Negują prawdę, która powoduje, że wszystko wali się jak domki z kart. Staje się ona zbędna, wręcz niepożądana, a umiejętne życie w kłamstwie jest największym sukcesem. Prawdę tą poznajemy przemierzając elity kulturalne pałające się sztuką, by za chwilę spotkać to samo w przypadkowym burdelu. Bohaterem jest każda warstwa społeczna - żadna tak naprawdę niczym się nie wyróżnia oprócz posiadanego majątku. Każdy ma takie same problemy - od wysokiego rangą generała po margines społeczny.


I mieszkańcy celi wybuchnęli wesołym śmiechem ludzi, którzy nie mają nic do stracenia.

Uważnie studiujemy ludzkie wartości. Zakłamanie podszyte subtelną poligamią, brak obiektywizmu i mierzenie innych nie do końca własną miarą. Podróżujemy ogólnikami do głębszego sensu.

A kiedy sobie uświadomiłem, iż w moim własnym domu wyrastają dwie córki 
i że pewnego dnia i one staną się równie przebiegłe jak inne kobiety, 
chciałbym i je pozabijać.

Z pozoru odrębne opowiadania oscylują wokół podobnych, wręcz dublujących się tematów. Czasem mamy wrażenie, że ich podstawą jest z założenia zła kobieca natura. Wyłania się ona jako postać (czasem nawet demon) przebiegła i na wskroś zepsuta. Niestała, wciąż targana sprzecznymi emocjami.

Na powierzchni to wydawało się dość proste, ale poza ich wzajemnym uczuciem czaiła się pewna wrogość. Nie mogli ani przebywać razem, ani się rozłączyć na zawsze.
 Doszło do tego, że czuli się dobrze tylko w ciemności.

Kobieta wodzi na pokuszenie prawych mężczyzn.Jakże wobec czegoś tak skomplikowanego może stanąć naprzeciw prosty, męski umysł? Ich dziecięca naiwność często nawet prowadzi do sakralizacji kobiety lekkich obyczajów. Wśród niewiast nie występuje solidarność płci - zwykło się mówić, że "kobieta kobiecie wilkiem". Wsparcie zastąpiła zawiść i chęć poniżenia, by choć raz zdominować rywalkę. Potrafią piękną historię przeistoczyć w rynsztokową opowiastkę gdy zajdzie taka potrzeba. Rządzi nimi dwulicowość i chciwość.

Nie powinnam grzeszyć słownie, ale mężczyźnie nie potrzeba kobiety inteligentnej. 
Wszystko czego potrzebuje, to za przeproszeniem kawałek ciała.

Mimo negatywnego przekazu widzianego głównie z męskiej perspektywy brak jednak wrażenia, że jest to opinia samego pisarza. Zachowuje on zdrowy dystans, dając spore pole do popisu talentowi interpretacyjnemu czytelnika. Siłą Singera jest to, że nie podaje niczego na tacy - nie narzuca swojego myślenia. Pozwala rozumować na własną rękę, rozwijać własne zdanie bez wpływu zewnętrznego. Jest tylko obserwatorem - nie ocenia, zachowuje postawę dobrego słuchacza przy okazji rozkładając ludzkie relacje na czynniki pierwsze.  Nie boi się wplatać wątków kontrowersyjnych w judaistyczny tradycjonalizm. 

Po co miałbym się żenić? Żeby inny mężczyzna sypiał z moją żoną?
Niech ten inny się żeni, a ja będę spał z jego żoną.

Autor zakończeniem łączy wszystko we wspólne ramy. Uświadamia, że nawet dziewięćset lat życia nie pozwoli nam na znalezienie żadnej prawidłowej, uniwersalnej odpowiedzi. Nad umysłem zawsze będzie górować warstwa emocjonalna, nie zważając na indywidualne doświadczenie. Szukanie prawdy jest zwykłą naiwnością, a my żyjemy na ziemi, która jest przedsionkiem, mniej przerysowaną wersją piekła.


Stało się dla niego jasne, że wszelka kara jest daremna, 
ponieważ ciało i zepsucie są takie same od początku i zawsze pozostaną szumowiną stworzenia.

niedziela, 27 października 2013

Wolno nam zabić Anneliese ( "Prawdziwa historia Anneliese Michel" Jose Antonio Fortea, Lawrence LeBlanc)

Niemożliwe jest zmierzenie się z tematem bezpośrednio związanym z wiarą tak, by nikt nie czuł się urażony. W dodatku dotyczy on historii szeroko rozpowszechnionej w środkach masowego przekazu (obyła się szerokim echem w popkulturze, zresztą horror "Egzorcyzmy Emily Rose" jeden z naocznych świadków uznał za obiektywny i realistyczny). W zależności od indywidualnych przekonań powstają dwie koncepcje odbioru biografii: osoby wierzącej i człowieka spoza kręgu religii katolickiej. Część napisana jest ręką księdza, co z góry narzuca określony światopogląd. Obiektywne wątki są z reguły marginalne bądź zbagatelizowane. Nie znajdziemy tu prób innego satysfakcjonującego wyjaśnienia oprócz działań demonicznych.


W ciągu ostatnich dwóch lat szkoły średniej przestałam się w ogóle czymkolwiek przejmować. 
Stałam się całkowicie apatyczna w tamtym czasie, nie interesowałam się niczym. Byłam w stanie postrzegać, ale nie doświadczać. Czułam się tak, jakbym była w jakiejś głębokiej dziurze. (...) 
Zawsze bałam się zabić. Śmiertelnie się bałam, że mogę dostać obłędu, bo byłam taka zrozpaczona.


Anneliese żyła tym, w co wierzyła. Dla niej egzorcyzmy w ostatecznym stadium choroby wykluczały udział medycyny. Towarzyszyło jej głębokie przekonanie, że powodem jej stanu jest religijne opętanie i kategorycznie zabroniła jakiejkolwiek ingerencji lekarskiej. Rzadko się wspomina, że od wielu lat występowały u niej stany depresyjne. Dziewczyna czuła paniczny strach przed zakładami psychiatrycznymi. Bała się, że umieszczenie w ośrodku pokrzyżuje jej plany nauczycielskie. Sama przyznała się do tego, że były dni kiedy nie brała zaleconych jej lekarstw. Nieobcy był jej nieustanny lęk i częste myśli samobójcze, czego źródłem miała być ingerencja sił nieczystych. Pierwotnym powodem zaistniałej sytuacji było przeklęcie w łonie matki (przez zazdrosną byłą żonę ojca dziewczyny). Zresztą wiarę w tą teorie umacniało otoczenie młodej kobiety ( kapłani i głęboko religijna rodzina pochodzenia chłopskiego). Wpływ mocy ponad naturalnych potwierdził też przewodnik duchowy - ksiądz Alt za pomocą "badania promieniowania" i próbnych egzorcyzmów.


W egzorcyzmach prawda bardzo często przeplata się z fałszem.
Słowa te zebrano nie oceniając co jest prawdą, a co nią nie jest. 


Szatan w początkowych fazach miał przeszkadzać dziewczynie w zdawaniu egzaminów (z dość nieudolnym skutkiem) i powodował ataki agresji wobec przedmiotów związanych z kultem religijnym. W trakcie modlitw nad opętaną okazał się bardziej rozmowny. Demony ( pod postacią Lucyfera, Judasza, Hitlera, Nerona, Kaina i Fleischmanna) krytykowały tendencję do modernizacji kościoła: coraz liczniej spotykanych duchownych w strojach świeckich, próbę zniesienia celibatu i wprowadzeniu komunii "na rękę"(warto wspomnieć, że w pierwotnym kościele ten sakrament tak właśnie przyjmowano).

Takich smarkul wciąż jest wiele. Są one zabierane do szpitali na oddziały nerwic.(...)Są ostatki i Najwyższa Pani potrzebuje zadośćuczynienia i zastępstwa za tych, którzy będą tańczyć całą noc.

Egzorcysta: Lubicie karnawał?

Demony: Tak. Kochamy go.



W czasie ataków Anneliese rzeczywiście modelowała głos, ale przekłamaniem są teorie na temat tego, że używała języków obcych (mówiła tylko w języku niemieckim), chodziła po suficie czy lewitowała. Dziewczyna miała też objawienia - "wewnętrzne lokucje" (niczego nie widziała i nie słyszała, po prostu je rozumiała). Według doktryny demony nie mają prawa działać bez pozwolenia Boga, który akurat w tym przypadku nie okazał się litościwy.


Zbawiciel: Nic nie pochodzi od ciebie, tylko dlatego pozwoliłem ci zaspać, aby ci pokazać, że sama z siebie nie jesteś w stanie nic zrobić, a także po to żeby cię upokorzyć.
 Nie powinnaś sądzić, że coś osiągnęłaś (...). Nie wiesz do czego jakieś utrapienie jest potrzebne. Powinnaś być za nie wdzięczna (...).Pamiętaj, że nawet niegodny kapłan jest drugim Chrystusem. 
Nie sądź nikogo, alby ciebie nie sądzono.


Akurat na próżno mi w tych słowach szukać słynnego bożego miłosierdzia. Z wieczora poprzedzającego jej śmierć miała wysoką gorączkę, jednak mimo to stanowczo odmówiła przyjęcia pomocy ( tak jak podczas wcześniejszych licznych głodówek). Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych - zagłodzenia i prawdopodobnie nadmiernego wysiłku fizycznego. Media uznały sprawę za "średniowieczną", a napiętnowani opiekunowie skazani za zaniedbanie(co ciekawe adwokatem rodziców był obrońca, który sprawnie wykazał się podczas procesów norymberskich), które bezpośrednio spowodowało śmierć. Kościół nie udzielił swojego poparcia żadnej zainteresowanej stronie, wręcz zdystansował się do zaistniałej sytuacji. 


Istniały przypadki śmierci podczas fałszywych egzorcyzmów. Przypadki te miały jednak więcej wspólnego z osobistym fanatyzmem, albo raczej z magią niż z obrzędem kościelnym.(...) 
Przekonanie o tym sądu było ważne, ponieważ  osoby, które cierpią na epilepsję często wykazują przesadne i patologiczne nastawienia religijne, ponadto mogą pojawić się depresja i okresy urojeniowe.


Gdyby nawet tydzień przed śmiercią zastosować przymusowe odżywianie finał nie skończyłby się na wokandzie. Nawet jeśli sądzono, że problem był natury duchowej nie wykluczało to szukania pomocy w medycynie ze względu na opłakany stan fizyczny dziewczyny. Zdrowy rozsądek podpowiada, że Anneliese powinna być hospitalizowana, a prawo wydało w tej sprawie słuszny wyrok oparty właśnie na zdrowym rozsądku. Warto pamiętać, że to nie same egzorcyzmy zabiły młodą kobietę, która twierdziła, że tylko modlitwa przynosi jej ulgę i dlatego złożyła swoje życie w ręce Boga. W każdej kulturze i religii występują rytuały z założenia podobne i na równi skuteczne. Dziewczyna sama chciała stać się ofiarą, tylko czy jej postawa uzasadnia brak jakiejkolwiek reakcji? Uważała, że wypowiedzi demonów muszą być głoszone na całym świecie, a ona z polecenia Jezusa zostanie uznana za świętą. Zdawała się bardzo chcieć tego opętania, zrobiła sobie z niego życiowy cel. Do dziś kościół oficjalnie nie uznał tego przypadku. Zresztą jedna z sióstr ofiary po rozprawie wyznała, że stan Anneliese mógł być spowodowany chorobą psychiczną. Przed oczami jawi nam się obraz tragicznej historii dziewczyny u której źle leczona epilepsja spowodowała psychozę, której towarzyszyła stwierdzona autoagresja, jej życie zostało rzucone na szalę fanatyków religijnych. Jak było naprawdę każdy ma prawo ocenić sam.

piątek, 18 października 2013

Masz ograniczony wybór (John Grisham "Theodore Boone: Młody Prawnik)

John Grisham jest chodzącą legendą, którą możemy porównać jedynie do Robina Cook'a czy Stephena Kinga. Uznawany za żywą reklamę thrillerów prawniczych autor stworzył wiele powieści, którym nie mógł oprzeć się świat filmu ("Raport pelikana" czy "Firma"). Jedno z jego najnowszych wydawnictw - "Theodore  Boone: Młody Prawnik" zasadniczo różni się od poprzednich z racji tego, że jest skierowana głównie do młodych czytelników. Świat przedstawiony poznajemy z perspektywy trzynastolatka wychowanego w rodzinie prawniczej. Chłopiec ma ustaloną wizję przyszłości. Jest dziecięcym wcieleniem postaci pokroju Michaela Brocka czy Mitcha McDeere. Rezolutny i dociekliwy jest idealnym kandydatem na przyszłego prawnika. Młoda postać sprawia, że książkę czyta się bardzo sprawnie. Pisarz rozszerzył w ten sposób kategorię potencjalnych czytelników do wielu pokoleń. Theo przypadkiem zostaje wciągnięty w sensacyjną intrygę ze zbrodnią doskonałą w tle. Dziecięca perspektywa naturalnie jest lekko przerysowana, jednak idealnie przedstawia powagę sytuacji. 

Matka Theo, też zapracowana prawniczka, próbując zrzucić pięć kilogramów 
od co najmniej dziesięciu lat, wmówiła sobie,
że na śniadanie wystarczą tylko kawa i gazeta.

Bohatera od samego początku darzymy sympatią, mimo młodego wieku jest altruistą i dzięki swojej niebywałej wiedzy próbuje pomóc wielu szkolnym kolegom. Prawniczym niuansom towarzyszą pierwsze miłości i liczne problemy bystrego gimnazjalisty. Lektura towarzyszyła mi w czasie podróży autobusem - do czego nadaje się idealnie. Nie wymaga wielkiego skupienia i doskonale czyta się ją "w biegu". Główna postać chcąc nie chcąc sprawia, że książkę odbiera się z przymrużeniem oka - wydaje się mniej wymagająca od pozostałej twórczości pisarza, która często podejmuje kontrowersyjne wątki. Jest to niejako odskocznia od poważnych powieści, lekka lektura intensywnie wypełniająca czas w leniwe popołudnia. Jednak mimo wszystkich tych zabiegów nie traci, wprost przeciwnie - zyskuje nie spotykany wcześniej u tego autora urok.

Przysięgam, że zatłukę gada. Powinienem zatłuc już wtedy, ale o tym nie pomyślałem.
 I nie miałem siekiery.

John Grisham zaskoczył mnie otwartą kompozycją ( co jest niezwykle rzadkie u tego autora), zawiesił fabułę niejako w połowie umiejętnie rozbudzając moją ciekawość. Pozostawił wyobraźni czytelnika spore pole do popisu (a dla siebie furtkę do kontynuacji). Wiele jest niedopowiedzeń, kilka niezakończonych spraw - co sprawia, że chętnie sięgniemy po dalsze części serii.  

poniedziałek, 7 października 2013

Adsumus (Trylogia husycka - Andrzej Sapkowski)


Podstawą trylogii jest wyraziste tło historyczne, zresztą najmocniejsza stroną książki. Nie ma znaczenia data jej wydania - zwykle i tak sięga się po nią po lekturze "Wiedźmina", co nie pozwala uniknąć licznych porównań. Reynevan - wykształcony medyk posiadający zdolności nieco odbiegające od normy,Szarlej (cyniczny człowiek - zagadka) i Samson ( jego dusza ni jak współgra z ciałem) zmagają się z licznymi przeciwnościami. Z pozoru żadnych podobieństw. Jednak konstrukcja głównego bohatera niebezpiecznie przypomina najsłynniejszą postać stworzoną ręką polskiego pisarza. Dla niektórych to powielanie schematów, dla innych naturalna kontynuacja twórczości. 

Pytanie było natury filozoficznej. Na takowe nie zwykłem odpowiadać na trzeźwo.


Jednak to nie Reinmar jest najjaśniejszym punktem powieści. Dbałość o szczegóły i jasny przekaz stawiają Sapkowskiego na najwyższym światowym poziomie. Autor idealnie odwzorowuje realia schyłku średniowiecza. Dla niektórych tło trylogii i stylizacje językowe mogą okazać się przeszkodą. Często pojawiające się sentencje łacińskie zmuszają do dogłębnych poszukiwań, gdyż Sapkowski  nie raczy podawać źródeł. Wzmianki historyczne również mogą okazać się nie do przejścia, czasem czytelnik czuje się wręcz zmuszony do sięgnięcia po informacje z zewnątrz. Całość wywołuje wręcz chęć do odkopania starych podręczników, pozwala również w innym świetle poznać znane nam ze szkolnej ławki fakty.


Wiecie zaś, cni panowie, po czym poznać, że czas jest historyczny?
A po tym, że dzieje się dużo i szybko.


Poszerzamy horyzonty i bezboleśnie uzupełniamy naszą wiedzę, czujemy się wręcz zmotywowani do dalszych, samodzielnych poszukiwań. Plejada postaci rzeczywistych przeplata się  fikcyjnymi, rozpoznanie pochodzenia każdej z nich daje czytelnikowi niebywałą satysfakcję.Ciekawie wykreowane postacie epizodycznie zdają się czasem przyćmiewać głównych bohaterów. Postacie kobiece wychodzą z cienia i w niczym nie ustępują reszcie, są ważną częścią świata przedstawionego, nie tylko zbędnym dodatkiem.
Lekcja historii w praktyce pomaga zrozumieć czasy rozłamów religijnych w przystępny sposób. Wielkie wydarzenia ubarwiają wciągającą fabułę okraszoną wieloma punktami zwrotnymi.

Nigdy nie należy odwracać się do człowieka ubogiego plecami. Głównie dlatego, że człowiek ubogi może wtedy znienacka walnąć nas kosturem w tył głowy.


Całość jest sprytnie podzielona na trzy tomy, które tworzą wspólny ciąg w myśl zasady "coś się kończy, coś się zaczyna". Z pozoru trudna powieść potrafi sprawić, że wchłania się ją jednym tchem. Jest czymś więcej niż tylko kolejną fikcją literacką. W myśl tytułu bloga - subiektywnie oceniony Sapkowski nadal utrzymuje najwyższy poziom, nie zamierza ustępować miejsca w hierarchii polskich pisarzy fantasy. Mimo licznych prób nie udało mi się znaleźć na rodzimym podwórku kogoś nawet w połowie tak dobrego, co nie znaczy, że zaprzestałam poszukiwań.